MAŁO GRAFICZNIE – LESS WASTE I BYCIE EKO.

Less is more - LESS WASTE

Kolejny wpis z nowej serii “MAŁO GRAFICZNIE” – tym razem jest naprawdę, ale to naprawdę mało graficznie, w sumie w ogóle. Chciałam jednak podzielić się tu z Wami moimi przemyśleniami na ten temat, może Was to zainteresuje, może nie. Jeśli przyda się to choćby jednej osobie, to już było warto. Drugi wpis z tej serii to less waste. Wiem, że jest teraz tego pełno w internecie i prawie każdy o tym teraz mówi, ale i ja chciałabym podzielić się z Wami moimi sposobami i postępami. Zero waste pewnie nigdy nie będę, ale less waste na pewno 😉
Jeśli zbłądziliście w internecie i właśnie to czytacie, to przedstawiam Wam moje 10 najważniejszych zmian, które nie tylko ratują planetę, ale także oszczędzają czas i pieniądze.

 

1. Papierowe słomki.

Bardzo wyświechtany temat, chyba najczęściej przytaczany przykład less waste, aby nie używać słomek plastikowych. Niby takie niepozorne, a robią dużo złego. Sama już ich nie kupuję, nie biorę w restauracjach, chyba że, zostanę postawiona przed faktem dokonanym i przyniesie mi ją kelner wraz z napojem. Dla mnie jest to tak naprawdę zbędna rzecz, taka słomka w ogóle i jak już ich używam to papierowych po prostu. Mam też kubek-słoik, w którym jest taka gruba porządna plastikowa słomka. Jest ona jednak wielorazowego użytku, myję ją w zmywarce i daje radę.

 

2. Materiałowe torby na zakupy.

Takie torby też nosi już bardzo wiele osób, są łatwo dostępne w sklepach, nawet w supermarketach. Poza less waste jest to też dobry sposób na oszczędzanie po prostu. Każda torba plastikowa kosztuje. Jeśli już zdarzy mi się zapomnieć torby z materiału i jestem zmuszona ilością produktów kupić torbę z plastiku, to później ponownie jej używam i np. zbieram w niej plastik do wyrzucenia. Ze zbędnych kawałków materiałów, np, które zostają mi po skróceniu spodni czy po jakimś szyciu, zurzywam do zrobienia sobie torby na zakupy.

 

3. Segregacja śmieci.

Wiadomo, że recykling jest ważny, bo plastik czy szkło nie walają się gdzie popadnie, a są za to ponownie wykorzystane.  Jest to dobre z wielu różnych względów, ekonomicznych i ekologicznych. Mam jednak tylko nadzieję, że na wyższym szczeblu te śmieci nie są później wrzucane do jednego “wora”, tylko naprawdę są odzyskiwane i przetwarzane.

 

4. Wykorzystywanie ponownie kartonów, folii bąbelkowej i plastikowych pojemników.

Brzmi mało spektakularnie, ale robię to już od wielu lat i nie raz pozwoliło mi to na oszczędzanie pieniędzy. Często w folię bąbelkową pakuję przedmioty, które chowam do pudełek, np. ozdoby świąteczne. W pudełkach wysyłam pocztą różne rzeczy, a plastikowe pojemniki używam do mrożenia czy przechowywania sypkich produktów spożywczych. Plastikowe pojemniki z pompką po płynach czy szamponach używam ponownie, pompka to życie. O wiele lepiej korzysta się wtedy z produktów, więc takie które normlanie nie występują w takiej wersji po prostu przelewam, a najchętniej kupuje usupełnienia, choć one też są w plastiku. Co zrobisz, jak nic nie zrobisz.

 

5. Robienie własnego płynu do płukania tkanin i płynu do prania.

W sumie zaczęło się od alergii, a na oszczędzaniu pieniędzy i rezygnacji z plastikowych butli się skończyło. Takie płyny są naturalne, dobrze piorą, są delikatne dla skóry, tanie i nie ma po nich plastikowych śmieci. Same plusy. W internecie jest wiele przepisów na takie płyny, ja sprawdziłam i wybrałam te, które sprawdzaja się u mnie najlepiej. Na przykład płyn do płukania, a raczej proszek robię z soli gruboziarnistej, sody oczyszczonej i olejku eterycznego – u mnie o zapachu różanym.

 

6. Jeden płyn do całego ciała.

Może brzmi to dziwnie, ale zastanówcie się. Płyny z SLS lub SLES działają bardzo drażniąco na skórę, wysuszają ją. Nie tylko skóra twarzy czy miejsc intymnych cierpi, ale nasze całe ciało. Ja wyszukałam swój idealny preparat. Jest to żel do higieny intymnej bez tych niebezpiecznych substancji, łagodny i bezpieczny dla skóry, którego używam do mycia całego ciała, miejsc intymnych oraz twarzy. Mam go w jednej butelce z pompką, więc oszczędzam miejsce w łazience, nie produkuję dodatkowych odpadów plastikowych oraz także oszczędzam pieniądze. Poza tym, łatwie zabrać się z nim w jakąkolwiek podróż bo zabieram tylko jeden produkt 😉

 

7. Ograniczenie jedzenia mięsa.

Lubię mięso, lubię jego smak, ale ostatnio przestały mi pasować jego niektóre rodzaje. Przemysł mięsny i jego działania bardzo źle wpływają na środowisko. Postanowiłam połączyć to i po prostu ograniczyć mięso. Jem sporadycznie jedynie wędliny na kanapki oraz niektóre rodzaje mięsa, jak np. wołowinę w hamburgerze od czasu do czasu czy zupę na kurczaku. Jest to nie tylko lepsze dla środowiska, ale także dla naszego zdrowia. Nie trzeba od razu zostawać wegetarianinem czy weganinem. Ja osobiście nigdy nie będę.

 

8. Gotowanie czegoś z niczego.

Marnowanie żywności to bolączka naszych czasów, marnują się jego ogromne ilośći. Jedzenie wyrzucają restauracje, hotele i supermarkety, ale także my we własnych domach. Wyrzucamy coś, co tak naprawdę moglibyśmy wykorzystać, więc musimy iść do sklepu i kupić kolejne. Tak właśnie produkujemy jeszcze więcej śmieci i wydajemy pieniądze. Receptą na to jest przede wszystkim planowanie zakupów i posiłków, co wymaga czasu, ale daje efekty.  Czasem warto także nie iść tylko utartymi szlakami i spróbować zrobić np. sos do makaronu z tego co akurat mamy. W internecie jest pełno inspiracji, wystarczy po nie sięgnąć. W niektórych dużych miastach są jadłodzielnie czyli miejsca, w których zostawić możemy jedzenie, którego nie chcemy lub które byśmy wyrzucili. Ktoś potrzebujący może wtedy z tego skorzystać. Chodzi oczywiście o jedzenie zdatne do spożycia, a nie już takie które spleśniało lub straciło datę ważności.

 

9. Nie kupowanie ubrań, albo tylko w secondhandach.

Przemysł odzieżowy zanieczyszcza naszą planetę w ogromnym stopniu. Poza tym, w większości przypadków przepłacamy znacząco za produkt, który kupujemy. Ja staram się w ogóle nie robić zakupów odzieżowych i dobrze się z tym czuję, nawet bardzo dobrze. Lubię fajnie wyglądać, interesuję się modą, mam swój styl, ale nie mam potrzeby kupowania nowych ubrań. Mam swoją ubraniową bazę, nie trzymam niczego czego bym nie ubrała, bo może kiedyś… Robię nowe zakupy tylko w 3 przypadkach: gdy coś, co jest “niezbędne” np. jakaś basicowa rzecz zniszczy się już i przejdzie na “emeryturę”, czyli już jest do chodzenia tylko po domu. Muszę  wtedy po prostu uzupełnić podstawę. Drugi przypadek, to wtedy gdy nie mam danego rodzaju ubrania, a np. jestem zmuszona jakimś wydarzeniem, typu ślub, praca. Trzecia sytuacja to wtedy gdy w ciucholandzie znajdę jakąś perełkę za kilka złotych, to wtedy aż żal nie brać 😉

 

10. Na piechotę tam gdzie tylko mogę.

Co tu dużo mówić, chodząc nie wytwarzamy spalin, jest za darmo i w dodatku ćwiczymy spalając kalorie. Tego chyba nie trzeba dalej tłumaczyć.

 

To by było na tyle, może w przyszłości pojawi się druga część wpisu, gdy uda mi się być jeszcze bardziej less waste, na innych życiowych polach. A na tę chwilę zapraszam Was do mojego pierwszego wpisu z serii “MAŁO GRAFICZNIE”, o pakowaniu się na wakacje –> TUTAJ!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *